Wyprawa po klonowy syrop

Zbieranie klonowego soku

Wydaje się, że namawianie kogoś, by na przedwiośniu odwiedził las, to wolny żart. Bo co może być ciekawego o tej porze roku w lesie, gdzie rozmiękła ziemia nie pozwala wygodnie spacerować, a po bezlistnych drzewach śmigają tylko wiewiórki w poszukiwaniu pożywienia. Las jednak, pod warunkiem że jest to las klonowy, budzi się do życia właśnie teraz, gdy dni stają się coraz dłuższe, a w dzień słońce rozgrzewa pnie i konary, gdzie pod korą zaczyna krążyć życiodajny sok. Niegdyś Indianie odkryli, że jest on słodki, i tak się zaczyna historia klonowego syropu – dumy Kanady…

Prawie 70 procent światowej produkcji klonowego syropu pochodzi z Kraju Klonowego Liścia. Pozyskiwany od wieków, otoczony nimbem tajemniczości, stał się u nas jednym z symboli tradycji kulturowej. Sok z odmiany klonu występującej w Ameryce Północnej, zainspirował niegdyś pierwszych mieszkańców tych ziem swą lekką słodyczą do działań zmierzających do zintensyfikowania jego smaku.

Ługowanie i zagęszczanie poprzez odparowywanie znane było od dawna Indianom północnoamerykańskim. Plemienni szamani, wykorzystując swą wiedzę o ziołach, sporządzali mikstury, którymi leczyli swoich i truli wrogów. I pewnie kiedyś któryś z nich zauważył, jak gotowany od dłuższego czasu sok gęstnieje, a wylany na śnieg, zastyga i jest słodki jak miód.

Indiańska legenda mówi natomiast, że Nokomis była pierwszą osobą, która odkryła sposób uzyskiwania syropu z klonu. Manabush – wnuczka Nokomis – zauważywszy w jaki prosty i łatwy sposób można uzyskiwać syrop – a w tym czasie nie trzeba było odparowywać wody, ponieważ z drzew płynął gotowy syrop – powiedziała: babciu, to jest bardzo źle, że drzewa dają nam w tak łatwy sposób cukier. Jeżeli będzie tak dalej, to ludzie staną się bardzo leniwi i nie będą chcieli pracować! Musimy znaleźć sposób, aby zmusić ludzi do pracy. Byłoby dobrze, gdybyśmy musieli najpierw nacinać drzewa i spędzać całą noc przy gotowaniu soku.

Po skończonej rozmowie Manabush wspięła się na szczyt klonu i wlała do pnia wiaderko wody. Od tego czasu sok stracił swoją gęstość i w celu uzyskania cukru człowiek będzie musiał zawsze pracować.

Tyle legenda. Prawdą jest, że pierwsi mieszkańcy tych ziem nazywali klonowy sok „słodką wodą” (sweetwater) i aby uzyskać z niej syrop, trzeba się nieźle napracować.

Gdy na przedwiośniu dni stawały się dłuższe i cieplejsze, Indianie z plemienia Irokezów w ciągu kilku tygodni zbierali sok z drzew do pojemników sporządzonych z brzozowej kory, później zagęszczali go, imając się różnych sposobów – nie mieli bowiem miedzianych saganów, które tak ułatwiały wytwarzanie syropu pionierskim przybyszom z Europy. Najczęściej Indianie do soku, gromadzonego w drewnianych lub ceramicznych misach, wrzucali rozgrzane w ognisku kamienie. Ten długotrwały i pracochłonny proces powodował, iż syrop nabierał specyficznego, przypalonego smaku.

Przez długie lata pionierzy toczyli sok z klonów i wytwarzali syrop, podpatrzywszy sposób jego uzyskiwania u Indian. Nauczyli się też, że syrop najlepszy jest z klonów starszych niż 30-letnie. Aby zwiększyć wydajność, zakładali więc plantacje sugar maple i unowocześniali sposoby pozyskiwania soku.

Sok klonowy pobiera się z pnia klonu wczesną wiosną, kiedy w nocy są jeszcze przymrozki, a dnie już ciepłe i słoneczne. Optymalna jest temperatura -3 stopnie w nocy i +3 stopnie w dzień – w takich warunkach zgromadzone jesienią w korzeniach klonu składniki mineralne ulegają pod wpływem enzymów zmianie na cukier, który wraz z wodą tłoczony jest w górę ku gałęziom drzew. Sok ten jest przezroczysty, o lekko żółtym zabarwieniu i mdłym, słodkawym smaku. Syrop otrzymuje się przez odparowanie nadmiaru wody, której jest w soku aż 97 procent – z czterdziestu galonów (180 litrów) soku otrzymuje się jeden galon syropu.

Syrop jest nie tylko smaczny, ale i zdrowy. Warto poznać jego dodatkowe walory, odwiedzając plantacje sugar bush. Wokół naszej aglomeracji jest ich wiele, ale najlepiej pojechać do jednej z conservations areas, które specjalizują się w urządzaniu celebracji „słodkiego sezonu”.

Niedaleko, na zachód od Toronto w Crawford Lake Conservation Area znajduje się odrestaurowana XV-wieczna irokeska wioska, którą zamieszkiwało niegdyś w pięciu „długich domach” (longhouse) ponad 200 Indian. W 2013 sweetwater season, czyli od 2 marca do 7 kwietnia, w każdy weekend na terenie parku organizowane będą pokazy demonstrujące historię odkrycia sposobu uzyskiwania syropu i cukru z klonowego soku, można tam zobaczyć również, jak Irokezi zagęszczali sok, nie znając metalowych kotłów, oraz spróbować wypiekanego w tradycyjny sposób chleba z kukurydzianej mąki, który najlepiej smakuje, gdy nurza się go w klonowym syropie.

Park czynny jest od godz. 9.30 do 16.00. Opłata wynosi 7,25 dol. (dzieci w wieku 5-14 – 5 dol.).

Jeśli dopisze pogoda, można w parku udać się na spacer wokół jeziora. W parku znajduje się też sklep z indiańskimi pamiątkami.

Crawford Lake Conservation Area ulokowany jest przy Guelph Line o 5 km na południe od autostrady 401 lub 15 km na północ od QEW. Dla właścicieli GPS-ów podaję pozycję: 43.47 – 79.951.

Następnym parkiem, który warto polecić, jest  Mountsberg Conservation Area. Tu w czasie trwania Maple Syrup Days (od 2 marca do 7 kwietnia) odwiedzający park mogą poznać tradycyjne i bardziej nowoczesne sposoby wytwarzania syropu z klonowego soku.

Indianie napełniali sokiem kadzie sporządzone z wydrążonych pni i zagotowywali całość przez wkładanie doń rozgrzanych w ognisku kamieni. Używając wideł wyciętych z gałęzi, pracowicie wyjmowali nimi ostygłe już głazy, rozgrzewali je i ponownie zanurzali w gęstniejącej cieczy.  Wszystko to możemy zobaczyć na własne oczy, przybywając w sobotę lub niedzielę do parku. Próbowanie i smakowanie syropowych cukierków jest bezpłatne, ale tym nie zaspokoimy apetytu, więc za parę dolarów możemy najeść się do syta w Pancake House nie tylko słodkich placuszków, ale dostać tradycyjny lunch złożony z kiełbasek na gorąco.  Po posiłku możemy zafundować rodzinie wycieczkę do klonowego lasu wozem ciągnionym przez konie.

Mountsberg Conservation Area znajduje się 50 km na zachód od Toronto. Za Milton opuszczamy autostradę 401 zjazdem 312, skręcamy na południe w Guelph Line i jedziemy nią do skrzyżowania z Campbellville Rd. w miejscowości Campbellville, tu skręcamy w prawo i po przejechaniu 4,4 kilometra znowu skręcamy w prawo w Milburough Rd. Po kilometrze jazdy jesteśmy u bram parku. Ceny jak w Crawford Lake; dzieci poniżej 4 lat – bezpłatnie.

Na terenie ośrodka znajduje się Raptors Centre, gdzie przebywają drapieżne ptaki. Ich pokazy odbywają się w godz.: 12.00, 13.00, 14.00 i 15.00.

Po parku, gdy będzie ładna pogoda, można się przejechać zaprzęgiem konnym. Takim sposobem można też dostać się do sugar bush. Opłata za podwiezienie wynosi 3 dolary (dzieci – 2 dol.).

Jerzy Rosa – Mississauga

 

Dodaj komentarz