Sposób na weekend: Rowerem po mieście

Trasa wokół jeziora Wabukayne

Choć jest zimno i wietrznie, to w najbliższą sobotę i niedzielę zachęcam do rowerowej wycieczki. Warto wyciągnąć naszego stalowego rumaka z garażu czy piwnicy – nieco go odkurzyć, dopompować koła, sprawdzić hamulce  i ruszyć na jedną z opisanych niżej tras. Nadchodzący weekend ma być chłodny, ale słoneczny, więc możemy zabawić się w poszukiwanie wiosny. Nie zapomnijmy o aparacie fotograficznym, by pochwalić się po powrocie z rowerowego wypadu udanymi zdjęciami z wiosną na pierwszym planie.  Aby nie marnować czasu, proponuję wypad do największego miejskiego parku w Mississaudze – Erindale, znajdującego się przy1695 Dundas Street West (w pobliżu skrzyżowania z Mississauga Rd.).

Erindale Park to prawdziwe płuca miasta – 90 hektarów zieleni w jego centrum nie tylko poprawia atmosferę, ale zapewnia doskonałe miejsce na piknik, spacer i rowerową wycieczkę. Stąd bowiem bierze swe miejsce trasa wiodąca wzdłuż Credit River, która doprowadzona jest już do Streetsville, kilkanaście kilometrów na północ od parkowych bram.

Jeśli nie mieszkamy w pobliżu – podjedźmy na miejsce samochodem. Ponieważ park jest rozległy, wszystko w nim ma spore rozmiary – parking na 400 aut pozwoli bez problemu zostawić nasz czterokołowy wehikuł i udać się w górę rzeki jednośladem. Rzeka w parku kilkakrotnie zmieniała swe koryto, teraz płynie mniej więcej środkiem równiny – jest to też wynik ingerencji człowieka; na początku ubiegłego wieku zbudowano w miejscu, gdzie teraz znajduje się Erindale Park, tamę, której resztki istnieją do dzisiaj. Spiętrzona woda pokrywała cały teren dzisiejszego parkingu i przyległych okolic, a moc rzeki została skierowana na łopatki produkujących elektryczność turbin. Po półwieczu, w 1954 roku, Ontario Hydro oddało miastu ten teren, tamę zburzono i wtedy okazało się, że rzeka płynie teraz bliżej zachodnio-północnego skraju doliny.

W ten sposób Credit River prawie symetrycznie dzieli obie parkowe części. Na wschodniej znajduje się boisko do gry w piłkę nożną, stoły piknikowe, stoisko z gorącymi kiełbaskami i zimnymi napojami, a po zachodniej stronie pozostawiono tereny prawie niezagospodarowane – tutaj świetnie puszcza się latawce, a dzieci mają okazję się wyszaleć na zielonej murawie (która już wkrótce pokryje błotnistą teraz nawierzchnię), nie czyniąc sobie szkody.

Rowerowa trasa David J. Culham Trail początkowo wiedzie wzdłuż wschodniego brzegu rzeki Credit. Mijamy mostek nad jednym z dopływów, krzyżówkę z wewnętrzną parkową spacerową trasą – ze szczytu wzniesienia roztacza się wspaniały widok na dolinę, w której znajduje się rzeka, i zbliżamy się do Credit River. W paru miejscach znajdują się małe łączki z ławeczkami, gdzie można odpocząć.

Po przejechaniu pod wiaduktem Burnhamthorpe Rd. trasa wiedzie podmokłym laskiem, a później przechodzi pod autostradą 403, tu pnie się ostro w górę i wkracza w mieszkaniowe osiedle. Dla mniej wytrzymałych dojazd do autostrady może być sygnałem, że pora wracać – na silniejszych czeka druga doza atrakcji. Po kilkuset metrach jazdy po Credit Pointe Dr. skręcamy w lewo (miejsce jest dobrze oznaczone) i znowu znajdujemy się nad Credit River.

Na wysokości Eglinton Ave. trasa zmienia brzeg rzeki – zbudowano tu dla niej specjalny mostek, i dalej jedziemy już zachodnią stroną. Po kilometrze docieramy do zniszczonego przed kilkudziesięciu laty mostu na drodze Barbertown Rd. i asfaltową ślimacznicą pniemy się na skraj wąwozu, gdzie nasza trasa definitywnie się kończy. Tu, obok fabryki makaronu, znajduje się mały parking i łączka, gdzie można odpocząć przed powrotem do Erindale Park.

***

Następna ciekawa trasa rowerowa znajduje się na granicy Etobicoke i Mississaugi. Wije się tu rzeczka zwana Etobicoke Creek. Trasa zaczyna się w miejscu, gdzie ulica Eglinton krzyżuje się ze Spectrum Way.

Etobicoke Creek Trail to szutrowa dróżka wijąca się zgodnie z meandrami rzeczki, której miejscami prawy lub lewy brzeg jest niedostępny, bowiem potok przez tysiące lat przerżnął wchodzące w nią miękkie, osadowe skały i brzeg jest w tych miejscach stromy. Ostatnio trasa została częściowo zmodernizowana i pokryta asfaltem, co ułatwia podróżowanie rowerem i umożliwia jazdę na rolkach. Trzeba tylko uważać, bo na ścieżce po zimie jest nieco kamyków i gałęzi, które stanowią wielkie niebezpieczeństwo dla „rolkowca”.

Trasa jest doskonale wyizolowana z otaczającego ją wokół miasta, że tylko kolejne wiadukty i estakada autostrady przypominają o jego istnieniu. Dojeżdżamy w końcu do tyłów pasów startowych lotniska Lestera B. Pearsona (jest to dokładnie to samo miejsce, gdzie kilka lat temu spłonął pechowo lądujący w czasie burzy francuski samolot – ofiar na szczęście nie było).

Powrotna droga może wieść naszym śladem, albo asfaltowymi ulicami, które w weekendowy czas są prawie puste, ponieważ okolica pozbawiona jest mieszkaniowych osiedli i znajdują się tu tylko biurowce i hotele.

***

Na koniec wracamy znów do Mississaugi do dzielnicy zwanej Meadowvale. Znajduje się ona na północnym zachodzie miasta. Meadowvale w swej przeważającej części zostało zbudowane przed 35 laty. Zrealizowano tu z powodzeniem koncepcję „Villages in the City”, która polegała na stworzeniu systemu osiedli mieszkaniowych oddzielonych obszarami zielonymi, a połączonymi wyasfaltowanymi ścieżkami, które doskonale nadają się do jazdy rowerem. Trasy łączą się ze sobą, nie przecinając głównych dróg, bowiem poprowadzono je w tunelach. Najciekawsza trasa wiedzie od jeziora Wabukayne do jeziora Aquitaine i ma długość 4,8 kilometra. Wabukayne i Aquitaine to sztuczne jeziora, które zbudowano w 1976 r. dla zatrzymania nadmiaru wody po ulewnych deszczach. Łączy je strumień, który częściowo poprowadzony jest pod ziemią i dopiero spadając w dół tamą kończącą jezioro Wabukayne, płynie na zewnątrz, stanowiąc oazę dla ryb i wodnego ptactwa.

Rowerowa trasa w Meadowvale oddalona jest od wspomnianej na początku trasy David J. Culham Trail o niespełna trzy kilometry. Początek znajduje się blisko skrzyżowania ulic Britannia i Erin Mills. 200 metrów na północ od tej krzyżówki ulokowany jest wjazd na asfaltową ścieżkę. Wiedzie ona wokół jeziora Wabukayne (dla wędkarzy ciekawostka – są tu sporej wielkości karpie). Trasa jest doskonale oznaczona i jeśli się nie zagapimy, to bez trudu znajdziemy oba połączenia z innymi parkami. Po przejechaniu ulicy Glen Erin znajdziemy się na trasie wiodącej do jeziora Aquitaine, a alternatywą może być przejazd pod tą ulicą tunelem znajdującym się nieco na południe i przejechanie kilku kilometrów po okolicznych parkach leżących na zachód. Na terenie parku Aquitaine znajduje się centrum rekreacyjne – jest tu basen pływacki, boisko do gry w koszykówkę, w pobliżu ulokowane są korty tenisowe. Jeśli spragnieni jesteśmy kawy, to niedaleko w Meadowvalle Centre ulokowany jest Tim Hortons.

Kierując się po informacyjnych tablicach umieszczonych przy trasie rowerowej, możemy bez trudu przemierzyć Mississaugę aż do stacji Lisgar. Ścieżki wiodą przez kolejne parki i przerzucone są pomostami nad ruchliwymi drogami.

***

Jeżdżąc po opisanych dziś trasach, pamiętajmy, że korzystają też z nich inni. Spotkamy tu spacerujących ludzi, często z psami. Mijając ich, starajmy się wcześniej dać o tym znać, by nie przestraszyć zwierzaka, bo może on zareagować w sposób nieprzewidywalny i groźny dla naszego bezpieczeństwa. Przyda się więc dzwonek. Musi być on zresztą obowiązkowo zamocowany na naszym jednośladzie, bo tego wymagają przepisy ruchu rowerowego zawarte w Ontario Highway Traffic Act (OHTA) – ontaryjskim kodeksie drogowym. Nasz rower powinien być też wyposażony przynajmniej w jeden system hamulcowy działający na tylnym kole. Sprawność hamulca można przetestować na suchej, równej nawierzchni – jeśli popychając w pełni obciążony rower, tylne koło się nie obraca – hamulec jest dobry. Zalecam także jazdę w kasku – dla własnego bezpieczeństwa. Nie jest to obowiązek, ale  prawo w Ontario nakazuje używanie hełmu kierującym rowerem osobom poniżej 18 roku życia (paragraf 104 OHTA). Za nieprzestrzeganie tego przepisu grozi mandat w wysokości 60 dolarów.

Pamiętajmy – jadąc rowerem, musimy być szczególnie ostrożni, bowiem każda kolizja wystawionego na wszelkie kontuzje kierowcy jednośladu z chronionym grubą karoserią kierowcą samochodu – kończy się zawsze gorzej dla rowerzysty.

Jerzy Rosa

Mississauga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *