Samochody w Kanadzie: Nissan leaf

Auto na smyczy

Choć teoretycznie leaf bez ładowania akumulatorów może pokonać dystans 160 km, to nie jest to samochód do wszystkich zadań – sprawdza się wspaniale w mieście, ale jest kompletnie bezradny w terenie, gdzie znalezienie wtyczki z prądem graniczy z cudem…

Nissan zbudował pierwszy prawdziwie elektryczny pojazd, który nie odróżnia się od innych aut (by to docenić, wystarczy porównać to auto z futurystycznym mitsubishi i-MIEV). Ważący 1630 kg pojazd  jest średniej wielkości klasycznym hatchbackiem, na którego pokładzie może się zmieścić 5 dorosłych osób. Pojazd mierzy 4,45 m długości, 1,77 m szerokości oraz 1,55 m wysokości. Na samochodowej wystawie w Toronto, której był ozdobą japońskiego stoiska, można było naocznie się przekonać o jego walorach. Bezsprzecznie jest to pierwsza udana próba stworzenia samochodu z napędem elektrycznym, który spełnia większość oczekiwań kierowców zainteresowanych tego typu pojazdem.

Oczywiście, nie chodzi tu o automobilowych entuzjastów, gdzie sportowa sylwetka i silnik z kilkuset końmi pod maską stanowi priorytet w ocenie auta, ale o ludzi, którzy są zmuszeni do codziennych dojazdów do pracy czy szkoły i marzy im się pojazd, którego koszty eksploatacji są jak najniższe.

Tu leaf przebija wszystkich! Jego atutem jest 80-kilowatowy (107 KM) silnik, który zużywając jedną kilowatogodzinę prądu, przebywa dystans około 5 km. To uśredniona wielkość, ponieważ pobór prądu z akumulatorów  Nissana gromadzących 24 kWh energii elektrycznej w dużej mierze zależy od techniki jazdy i warunków drogowych. Nie zmienia to faktu, że na świeżo załadowanych bateriach można pewnie pokonać odległość ponad 100 kilometrów (w idealnych warunkach „elektryk” Nissana może faktycznie przebyć te 160 km). Jeśli założymy, że przeciętnie samochodem pokonujemy rocznie dystans wynoszący 20 000 kilometrów, to używając do tego celu samochodu z konwencjonalnym, spalinowym silnikiem zużywającym 8 litrów paliwa na setkę, będziemy musieli zapłacić na stacji benzynowej rachunek opiewający na 2500 dolarów (średnia cena etyliny to ostatnio 1,25 dol. za litr). Leaf w tym samym czasie zużyje prądu za 440 dolarów (licząc z kWh 11 centów)!

To faktycznie rewelacja, tym bardziej że rząd jeszcze nie pracuje nad programem opodatkowania prądu służącego do ładowania akumulatorów – w benzynie bowiem ponad połowę jej kosztów stanowią podatki. Póki co koszty eksploatacji samochodu elektrycznego są niezwykle niskie w porównaniu z pojazdem konwencjonalnym, tym bardziej że konstrukcja leafa jest z założenia prosta, bo układ napędowy stanowi tylko silnik elektryczny pozbawiony kosztownej transmisji i sprzęgła. Nie trzeba w tym samochodzie zmieniać oleju, regulować zaworów, płacić za „clean test”…

…trzeba natomiast pogodzić się z faktem, że auto choć przyjazne środowisku, nie jest przyjazne człowiekowi i kosztuje tyle co luksusowy wóz. Kanadyjska cena elektrycznego nissana wynosi 38 395 dol. i jest to, moim zdaniem, cena zaporowa. Niewiele daje tu bonifikata, którą rząd ontaryjski wspiera japońską produkcję. Wynosi ona 8500 dolarów, co powoduje, iż auto ma cenę około 30 tysięcy dolarów, ale z podatkami i wszystkimi opłatami nadal jest drogie i dla wielu niedostępne. Choć oferuje co roku 2-tysięczną oszczędność na paliwie, to dopiero po 5 latach eksploatacji zbliży się do ceny golfa (reprezentującego podobne gabaryty), który nowy kosztuje 20 tysięcy dolarów i spala niewiele więcej niż 5 litrów paliwa na setkę.

Wiadomo, że cenę samochodów elektrycznych windują zestawy ogniw elektrycznych. Są one niezwykle kosztowne. Nissan wykorzystał moduły akumulatorów litowo-jonowych wytwarzane przez firmę Automotive Energy Supply Corporation (AESC) w Zama, będącą joint-venture powołanym przez Nissan Motor Co., Ltd. i NEC Corporation. Moduły te złożone z czterech ogniw są montowane w Zama, a następnie przewożone do zakładów Nissana w Oppama, gdzie w zespołach liczących po 48 ogniw są instalowane w miejscu przewidzianym w samochodzie elektrycznym na pakiet akumulatorów.  273-kilogramowy pakiet ulokowany jest w taki sposób, że nie zajmuje przestrzeni w bagażniku ani nie zabiera miejsca pasażerom na tylnej kanapie. Magazynuje energię, z której silnik jest w stanie wyprodukować 107 koni mechanicznych i pochwalić się fantastycznym momentem zamachowym (co jest typowe dla elektrycznych motorów) wynoszącym 206 lb-ft. Hatchback Nissana nie jest więc zawalidrogą – do setki rozpędza się w czasie 7 sekund, a maksymalna prędkość, jaką jest w stanie rozwinąć, wynosi 140 km na godzinę.

Baterie można naładować na trzy sposoby. Oczywiście, najprostsze jest podłączenie wtyczki do zwykłego gniazdka w garażu. Ponieważ mamy napięcie 110-120 V, to pełne naładowanie potrwa 16 godzin. Skrócić je można do ośmiu przez zakup specjalnego prostownika generującego napięcie 240 V. Kosztuje około 3000 dolarów. Trzecim, najszybszym sposobem uzupełnienia energii w naszych akumulatorach jest korzystanie ze specjalnych stacji o symbolu 600V DC, gdzie cały proces naładowania do poziomu 80 procent pojemności trwa pół godziny. Koszt „domowego” naładowania leafa wynosi około 2,5 dolara. Nie wiadomo, ile kosztować będzie ekspresowe doładowanie – jak można się domyśleć – dużo więcej niż w swoim garażu.

Producent daje 8-letnią gwarancję na akumulator i zapewnia, że po 10-letnim użytkowaniu ma on żywotność na poziomie 70-80 procent.

Leaf jest wyposażony w zaawansowany system informatyczny, komunikujący się cały czas z centrum Nissana. Dzięki temu pokładowa nawigacja wyświetla promień zasięgu oraz położenie stacji do ładowania. Oprogramowanie również oszacowuje, czy jesteśmy w stanie dotrzeć do celu przy aktualnym stanie naładowania akumulatorów. Ponadto właściciel pojazdu może zaprogramować godziny ładowania akumulatorów. Dodatkowo system informuje nas o tym, że auto jest już naładowane – wysyłając wiadomość na smartphona. Stan naładowania akumulatorów będzie można podejrzeć także w Internecie.

Dzięki systemowi odzyskiwania energii z hamowania akumulatory pozwalają optymalnie przejechać do 160 km na jednym pełnym ładowaniu. Jak stwierdziły badania przeprowadzone przez Statistics Canada, w naszym kraju 90 procent kierowców nie pokonuje dziennie dystansu większego niż 60 kilometrów.

Nie da się jednak ukryć, że leaf to samochód raczej na krótsze dystanse i doskonale może się sprawdzić w gospodarstwie domowym jako drugie auto służące do zakupów i dojazdów do miejsca pracy lub nauki. Kto zamierza podróżować na dłuższych dystansach, niech rozglądnie się za innym samochodem – np. chevroletem voltem.

Leaf jest produkowany w zakładach w Oppama, obok modeli z silnikami benzynowymi, takich jak nissan juke i cube. Część linii produkcyjnej została zmodyfikowana w ten sposób, że na etapie, w którym zwykle samochód jest wyposażany w zbiornik paliwa, instaluje się moduł akumulatorów, natomiast silniki elektryczne montowane są na etapie, w którym pod maskę tradycyjnego samochodu trafia silnik spalinowy.

Moce produkcyjne zakładów w Oppama wynoszą 50 tys. pojazdów rocznie. Produkcja nissana leaf będzie miała miejsce także w Smyrna w USA pod koniec 2012 roku oraz w Sunderland w Wielkiej Brytanii na początku 2013 roku. Po uruchomieniu produkcji w pełnej skali Nissan będzie produkował 150 tys. pojazdów rocznie w Smyrna i 50 tys. w Sunderland. Jeśli będzie odpowiednie zainteresowanie, to rocznie z wszystkich trzech zakładów zjedzie nawet i 300 tysięcy elektrycznych liści.

Ciągle rosnące ceny paliw i szeroko zakrojona ogólnoświatowa kampania ekologiczna to powody, dla których leaf szybko zdobywa grono entuzjastów. Każdy, kto wsiądzie do tego samochodu, od razu czuje się jak u siebie – auto bowiem wewnątrz prawie niczym nie różni się od klasycznych spalinowców – szkoda tylko, że jest takie drogie…

Jerzy Rosa – Mississauga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *