Crawford Lake Conservation Area

Niedawno prezentowałem niezwykłe muzeum Sainte Mary among the Hurons w Midland poświęcone pierwszej katolickiej misji w Ontario. Misjonarzami byli francuscy jezuici, którzy przez dziesięć lat przebywali wśród Indian z plemienia Wendatów, tworząc wraz z nimi zręby nowej cywilizacji. Dziś  natomiast zapraszam do skansenu ulokowanego przy Crawford Lake, gdzie zrekonstruowano wioskę indiańską Wendatów z XV wieku – gdy tubylcy nie znali jeszcze białego człowieka…

Wizyta w tej wiosce, gdzie do dzisiaj trwają naukowe wykopaliska pod patronatem Uniwersytetu w London, pozwolą zrozumieć, dlaczego jezuici wybrali do chrystianizacji właśnie to plemię. Sprzyjającą okolicznością dla tego celu był prawie osiadły tryb życia Indian oraz fakt, że trudnili się oni oprócz polowania także uprawą ziemi i hodowlą m.in. fasoli, dyni (squash) i kukurydzy. Rośliny te zwali „Trzy siostry”, bowiem w trakcie wegetacji wzajemnie się wspierały: jedna płożąc się po ziemi (dynia) i chroniąc wielkimi liśćmi  przed wysychaniem korzenie własne oraz swych sióstr, druga rosła wysoko (kukurydza) i osłaniała przed porywistym wiatrem, trzecia (fasola), pięła się po kukurydzy, korzystając z jej  sztywnej łodygi i chroniąc przy okazji roślinę przed palącymi promieniami słońca.

Nic więc dziwnego, że Indianie, a właściwie – Indianki, uprawiali te rośliny razem, na jednym poletku, co można zobaczyć w skansenie w Crawford  Lake, jeśli zawitamy tu następny raz letnią porą. Francuscy misjonarze sto lat później nauczyli Wendatów nowych sposobów uprawy ziemi, która pozwoliła im nie opuszczać terenu, który po kilku (do 10) latach jałowiał. Tubylcy bowiem nie znali nawet technik płodozmianu czy nawożenia ziemi – dlatego po dekadzie przenosili swe obozowiska na nowy teren, karczowali go, budowali swe domy i wszystko zaczynali od nowa.

Przed pół tysiącem lat Indianie zamieszkujący obszar dzisiejszego południowego Ontario potrafili budować swe siedziby, nie używając do tego jednego gwoździa (nie znali bowiem żelaza). Wioski Wendatów były duże, złożone z kilku longhousów – długich domów – i często ufortyfikowane. Niektóre domy miały ponad 60 metrów długości. W tych podłużnych, wysokich do ośmiu metrów, szopach mieszkały całe indiańskie klany podległe matriarchalnej strukturze. Domy i uprawne poletka należały do kobiet i według nich określano pokrewieństwo. Po zawarciu małżeństwa, to mężczyzna wprowadzał się do domostwa poślubionej kobiety, a dzieci urodzone w tym związku należały do jej klanu. Szczepy zwykle były podzielone na trzy klany: „Żółwi” (turtle), „Niedźwiedzi” (bear) i „Wilków” (wolf), na czele każdego stała kobieta-matka.

Odkrycia indiańskiej osady koło jeziora Crawford dokonał przypadkowo w 1970 roku farmer, wykopując w czasie orki na swym polu skorupy naczyń używanych przez Indian do wyrobu podpłomyków z kukurydzy i nasion słonecznika. Późniejsze wykopaliska wokół jeziora i zbadanie jego głębin – potwierdziły przypuszczenia naukowców z Muzeum Archeologii w London, że począwszy od XV wieku na przestrzeni dwustu lat istniały tu indiańskie osady.

Całkowicie zrekonstruowano domostwa należące do klanu „Żółwi” oraz „Wilków”. Pozostałe trzy są w początkowej fazie odtwarzania. Wewnątrz indiańskich domów, wypełnionych przedmiotami codziennego użytku, zapasami żywności i skórami upolowanych zwierząt, unosi się zapach cedru przemieszany z dymem ogniska – wystarczy zamknąć oczy – i już jesteśmy wśród Indian sprzed pół tysiąca lat…

Jeśli odwiedzimy indiański skansen w Crawford Lake na przedwiośniu, to możemy być świadkiem celebracji zbierania i warzenia  klonowego soku, z którego tubylcy potrafili wyrafinować słodki syrop. Umiejętność tę podpatrzyli wiele wieków później pierwsi biali osadnicy przybyli z Europy i z biegiem lat produkcja klonowego syropu stała się narodową tradycją.

Atrakcją parku w Crawford Lake jest także jezioro. Jest niezwykle głębokie – wokół niego biegnie drewniany pomost, co umożliwia łatwy dostęp do brzegów porośniętych cedrowym lasem. Jezioro kryje wiele tajemnic dawnych cywilizacji zamieszkujących jego brzegi. O wielu dowiemy się na miejscu, bowiem znajduje się tu muzealna ekspozycja poświęcona wykopaliskom prowadzonym przez historyków z  London.

Jeśli będziemy już na miejscu, a dopisze pogoda, to przespacerujmy się do kanionu rzeki Nassagaweya, skąd rozpościera się wspaniały widok na Niagara Escarpment.

Dojazd z Toronto: Autostradą 401 na zachód do Guelph Line i nią 5 km na południe. Dojazd z Mississaugi: Autostradą QEW do Guelph Line i nią na północ do parkowego znaku (po prawej stronie).

Bilet wstępu na teren parku kosztuje 7,50 dol. (cena zawiera HST) od dorosłej osoby. Park czynny jest przez cały rok, ale poza letnim sezonem indiańskie ekspozycje najlepiej zwiedzać w weekend. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia park jest zamknięty.

Jerzy Rosa