Grand River – wierna rzeka

Grand RiverChoć paliwo drożeje i drożeje, nikt rozsądny nie będzie nawoływał do przesiadania się na rower czy canoe, by tymi środkami komunikacji docierać do pracy czy szkoły. Zmieniły się czasy, miasta rozrosły się do monstrualnych rozmiarów i aby w nich normalnie funkcjonować, trzeba korzystać z samochodu ewentualnie autobusu, tramwaju czy metra. Nigdy też nie odzyska pierwotnego znaczenia transport rzekami, który stanowił niegdyś pierwszorzędne znaczenie. Rzeki w Ontario straciły bowiem swe użytkowe znaczenie. Już od lat nie są szlakami, którymi podążają odkrywcy i badacze tych ziem, nikt nie traktuje ich koryt jako metody transportu towarów. Najczęściej są niezauważalne, bo przerzucone betonowe mosty skutecznie je maskują, tak że mknąc autostradą, nawet nie wiemy, że je przekraczamy…

A przecież jeszcze nie tak dawno te wodne szlaki, których w naszym regionie jest całkiem spora liczba, stanowiły i błogosławieństwo, i zarazem poważną przeszkodę dla pierwszych osadników. Zanim zbudowano mosty, szukanie brodu zajmowało wiele czasu podróżującym zaprzęgami, a bystrza i wystające z nich skały były przeszkodą dla płynących w górę prądu statków. Później rzeki stały się dla pionierów dobrodziejstwem, bo ujarzmione i zaprzęgnięte do pracy mieliły zboże, wyciskały sok z jabłek i przecierały na deski grube pnie drzew spławianych  w dół rzeki. Na młynach, tartakach, cidarowych prasach opierał się dobrobyt pierwszych mieszkańców południowego Ontario.

Teraz rzeki zdają się nikomu – z wyjątkiem wędkarzy – niepotrzebne. Płyną bezużytecznie, bo już nikomu się nic nie opłaca, i jedyna rola, jaką pełnią, to turystycznej atrakcji. Warto czasem zatrzymać się przy moście – często opatrzonym pamiątkową tablicą, i popatrzeć na płynącą bezustannie rzekę. Wraz z nią upływa i historia tych okolic, którą warto poznać, bo Ontario wielu z nas uznało za swą nową ojczyznę.

***

Największą rzeką w południowym Ontario jest Grand River. Od trzech stuleci służyła ona osadnikom przybyłym z Europy, poszukującym terenów przydatnych na założenie gospodarstw, a archeolodzy odkryli, że Paleoindianie eksplorowali ten wodny szlak już 11 tysięcy lat temu. Wijąca się wśród prastarych lasów i pól uprawnych, przepływająca przez osady i miasta, spokojna i głęboka, a już po chwili usiana głazami i zamieniająca się w wartki górski potok, rzeka Grand zaprasza miłośników historii na fascynującą wycieczkę śladami pionierów, amatorów natury na podziwianie zmieniającego się jak w kalejdoskopie pejzażu, a wędkarzy i lubiących odrobinę emocji na spływ pontonami po jej bystrzach.

Grand River zaczyna się nieopodal miasteczka Dundalk – wypływa ze wzgórz wyniesionych ponad poziom jeziora Erie o 352 metry. Początkowo jest małym strumieniem, ale na wysokości Luther Marsh można nazwać ją już rzeką. Później, zasilona wodami rzek Nith, Conestogo, Speed i Eramosa, nabiera mocy i tworzy dział wodny o powierzchni 6965 km2 – największy w południowym Ontario. W górnym swym biegu omija Luther Marsh, olbrzymie bagna o powierzchni ponad 5 tysięcy hektarów, które swe istnienie zawdzięczają właśnie przepływającej w niewielkiej odległości od nich rzece.

W Elorze Grand River pokazuje swój prawdziwy charakter: wbija się w miękkie wapienne skały i wycina w nich 25-metrowej głębokości wąwóz – tu jest szalona, pełna wirów, bystrzy, poutykana zwalonymi głazami przypomina górski potok po wiosennej burzy. Dalej przepływa przez bliźniacze miasta Kitchener-Waterloo i tu bez problemu – po wcześniejszej rozgrzewce w Elorze – przedziera się przez piaskowe wzgórza.

Trasę z Cambridge do Paris warto zapamiętać – rzeka płynie tu prawie bez żadnych zakłóceń spokojnym nurtem przez zachowany w doskonałym stanie pradawny, 20-kilometrowej długości las, Carolinian Forest. W okolicy Brantford wynurza się z niego i płynie teraz szeroką doliną, aby jeszcze raz utworzyć rozległe bagna koło Cayugi. Po 290-kilometrowej wędrówce znajduje swe ujście w jeziorze Erie za miejscowością Dunnville w Maitland Port.

Różnorodność kultur, które do dzisiaj można odnaleźć, wędrując wzdłuż rzeki Grand, tworzy etniczną szachownicę – składnik kanadyjskiej tożsamości. Na długo przed przybyciem pierwszych białych imigrantów, okolice Grand River stanowiły miejsce polowań na mastodonty i bizony dla Paleoindian. 7000-11 000 lat temu pradawni myśliwi toczyli tu prawdziwe boje z tymi potężnymi zwierzętami. Do tej pory archeolodzy znaleźli 820 miejsc, które potwierdzają obecność na tych terenach pierwotnych Indian. Około 900 roku naszej ery, południowe Ontario zaczęły zamieszkiwać plemiona objęte wspólną nazwą „Woodlands People”. Indianie ci uprawiali tutaj kukurydzę, fasolę oraz squash.

W epoce francuskich podbojów i zakładania misji, Irokezi i plemiona Mississauga władali terenami w górze rzeki. Francuzi, którzy około 1600 roku penetrowali Grand River i jej dopływy, nazwali Indian tam osiadłych Tintactuo, a rzekę Riviere Rapide. W czasie rewolucji amerykańskiej plemiona z Six Nations otrzymały od Korony ziemie wzdłuż Grand River w nagrodę za lojalność. W 1785 roku powstała osada Mohawk Village. Mniej więcej w tym samym czasie emigranci ze Szkocji zaczęli zasiedlać północne tereny dorzecza Grand River. Irlandczycy zamieszkali okolice North Wellington i hrabstwa Dufferin. Pierwsi menonici przybyli tu z Pensylwanii i osiedlili się w pobliżu Waterloo, odnajdując tu miejsce, w którym nikt nie prześladował ich odmiennej religii.

Przybysze ze wszystkich stron świata szybko zmieniali oblicze tej ziemi. Ujarzmili rzekę – zbudowali na niej 35 młynów, powstały destylarnie. Mozaika etniczna dodawała kolorytu tym pięknym stronom. Szybko rosły wsie, powstawały miasta, a rzeka Grand spełniała w tym żywym organizmie szczególnie ważną rolę.

Po burzliwych, pionierskich czasach współcześnie Grand River pełni już tylko rekreacyjną i dekoracyjną rolę. Wycieczki canoe, rafting, wędkowanie, piesze i rowerowe eskapady wzdłuż brzegów, zwiedzanie historycznych miejsc, piękne piaszczyste plaże, wszystko to oferuje teraz rzeka Grand.

Choć mamy mokrą, deszczową wiosnę, to pływanie canoe powyżej Elory jest bardzo utrudnione z powodu małej głębokości – co raz trzeba łódź przenosić przez mielizny, lub w ogóle ciągnąć ją na linie. Poniżej Elory Gorge natomiast zaczyna się królestwo dla kajakarzy i miłośników raftingu. Latem (czyli za niecałe dwa tygodnie) po bystrzach w parku można przepłynąć nadmuchanym gumowym kołem, na miejscu istnieje wypożyczalnia sprzętu (koło, kamizelka ratunkowa, kask).

Najpiękniejsze wycieczki canoe to odcinek rzeki między Cambridge a Paris. Wysokie bluffowe brzegi, widok na otwarte przestrzenie porośnięte trawą i główna atrakcja: Grand River Forest, pradawny, w doskonałym stanie zachowany las.

Rzeka Grand znana jest w środowisku wędkarzy. W dolnym jej biegu żyje wiele gatunków ryb: karp, bullhead, pumpkinseed, rock bass, white sucker, okoń są tu najczęściej spotykane – w niektórych miejscach w górze rzeki i jej dopływach można złowić wielkogębowego bassa, szczupaka, a nawet pstrąga tęczowego, który jest tutaj sprowadzany przez Grand River Conser-vation Authority – specjalną rządową organizację opiekującą się rzeką (założoną w 1948 roku). Na moczarach Luther Marsh i w Dunnville myśliwi mogą w sezonie polować na ptactwo błotne, a w lasach między Cambridge a Paris nawet na jelenie.

Mieszkańcy terenów wzdłuż Grand River są dumni ze swej historii i o jej materialne dowody dbają szczególnie. Wędrując brzegami rzeki na południe od Elory, napotykamy wspaniały, dobrze zakonserwowany kryty most West Montrose Covered Bridge w Waterloo z 1881 roku, w Kitchener możemy zwiedzić XIX-wieczny zabytkowy dom Mackenzie King, a w Cambridge oglądnąć spektakl w amfiteatrze urządzonym w ruinach starego młyna. W St. Jacobs – pierwotnie zwanym Jacobstettel (Miasto Wielu Jakubów) i jego okolicach – możemy zapoznać się z kulturalnym dorobkiem menonitów i amiszów. W Brantford, Dunnville i Cambridge co roku odbywają się ważne dla kultury nie tylko regionu festiwale.

Wokół rzeki Grand istnieje wiele miejsc, gdzie możemy spędzić mile i pożytecznie czas przeznaczony na odpoczynek. Istniejące tu parki zwane Conservation Area, często, obok tradycyjnego piknikowania, oferują swym gościom możliwość rozbicia namiotu na swym terenie. Atrakcyjność okolicy, bliskość rzek i jezior zmuszą do aktywności nawet najbardziej leniwych campersów.

Jerzy Rosa

Dodaj komentarz